Posty

Traktat o śmierci

 Aby dogłębnie zrozumieć na początek czym jest śmierć, trzeba najpierw sięgnąć po jej definicję. Otóż śmierć jest to najprościej mówiąc zakończenie życia; ustanie funkcji życiowych organizmu lub też metaforycznie koniec jakieś zjawiska. Ale czymże jest to życie, o którym mowa? Właściwie nikt do końca nie wie. Można je zdefiniować jako szereg czynników i przemian chemicznych oraz fizycznych w tworach żyjących zwanych organizmami. Organizmy wykonują takie czynności życiowe jak odżywianie, rozmnażanie, wydalanie etc. w celu utrzymania homeostazy, czyli wewnętrznej równowagi. Mogą się składać z jednej komórki lub z wielu komórek, budują je kwasy nukleinowe oraz białka. Reagują na bodźce, potrafią się ruszać i poddają się wpływom otoczenia ewoluując. To wszystko nie jest zbyt zaskakującą wiedzą. Prawdziwie zagadkowa jest jednak bezpośrednio związana z tematem życia kwestia: jaki był jego początek? Oraz co się dzieje, gdy nastąpi jego koniec? Sprawa początku życia początkowo może wydawać...

Pogodność w wietrze słonecznym

 Kolejny dzień, kolejna śmierć. Poczułam jak mimowolnie blednę, a moje oczy żółkną jakby podrażnione solą. Nie mrugałam wcale, ale niewiele widziałam. Wciąż w moich uszach słyszałam ten skowyt. Skowyt najgłębszego bólu, cierpienia czystego i letalnego. Dzwonił mi i drapał po ścianach umysłu dźwięk czegoś co dało się tylko określić wewnętrzną anihilacją. Uczuciem jakoby cały świat był przeciwko tobie i pochłaniał cię sprowadzając do zera - a mimo wszystko jeszcze cudem oddychasz i potrafisz przechodzić przez te męki Tantala.  Być może to życie nie byłoby piekłem, gdyby nie istniał raj. Miejsce w przeszłości, w którym wszystkie troski rozwiewa chłodny, kojący wiatr, a błogość zastępuje strach. Kiedyś, kiedyś dawno spędzałam cały mój wolny czas raczej samotnie. Przypominało to zabawę na nagim polu, gdzie jedynym kompanem do zabawy jest własna wyobraźnia. Ale jednego tylko dnia stało się coś z goła innego; przypałętał się do mnie jakiś tajemniczy duch i z niejasnych powodów nie ch...

Nadzieja

 Tak mój drogi, kiedyś będzie lepiej. Jutro, za dwa tygodnie, za rok. ale kiedyś będzie. Jakoś mam po prostu takie przeczucie, tak mi głowa grzmi w motłochu codziennych spraw. Siłą rzeczy nieświadomie codziennie myślę o tobie,  bo jak tu sposób zapomnieć? Czytam ostatnio coraz więcej o twoim domu, niebie, i zastanawiam się, jak się tam dostanę.  Oczywistą metodą transportu jest wszak niechybna śmierć, tak więc takiej kiedyś nawistnie takiej oczekiwałam. Ale w ciągu ostatnich miesięcy uświadomiłam sobie, że mogę zrobić jeszcze wiele przed śmiercią. Czasem nawet wydaje mi się, że mogę ludzi, ich wszystkich, po prostu przeżyć! Oni wszyscy popędzą już do nieba lub piekieł, a ja jeszcze chwilę tu może zostanę. Pokręcę się wokoło, aby upewnić się, że na pewno nie zostało już nikogo.  Oni tak przejmują się życiem! W szczególności innymi ludźmi, acz co za delirium! Wydawałoby się, że po tylu latach ludzkość już jakoś zmądrzała, a tu pech. Cały czas popełniamy te same błędy, ...

Naiwność

Czym jest naiwność? Naiwność jest to wiara w to, co nieprawdziwe. Całkiem prosta definicja. Przynajmniej każdy z nas mógłby wskazać na jakiś przykład naiwności, na przykład wierzenie dzieci w opowiadane im bajki. Naiwność jest jednak bardziej powszechnym elementem naszej codzienności, niż by się mogło wydawać. Albowiem jak często okazuje się, że my, inteligentni i pewni siebie ludzie stajemy w naszym życiu przed obliczem popełnionego błędu? Popisania się niewiedzą, może ignorancją? I wtedy, kiedy tak zażarcie bronimy naszych racji, w oczach innych jesteśmy zwyczajnie naiwni.  Pytaniem głównym jest to, kto ma wreszcie rację? Osoby naiwne mają we krwi nieopieranie się odszukiwanym treściom, akceptowanie ich w pełni i z miejsca uznanie za wiarygodne. Nie pokuszają się na skomplikowane drogi weryfikacji umysłowej, przyjmując za słuszne to o czym po prostu usłyszeli. Jest to jednak sytuacja skrajna, gdyż to niemal niemożliwe znaleźć dojrzałą osobę o takich cechach. Oporności i podejrzli...

Niebo

Był raz jeden człowiek. Przemierzył on w ciągu swojego życia tak wiele gór i dolin, że niemal dotarł na koniec świata. Pewnego razu w trakcie jednej ze swoich wypraw, zabłądził. Znalazłszy się w nieznanym dotąd miejscu, w pewnej chwili przeniósł swój wzrok w dół. Pod wpływem widoku wprost oniemiał. Pod jego stopami kłębiła się warstwa chmur, a obok rozcierał się obraz odległej planety Ziemia. Człowiek na początku musiał być bardzo zdziwiony, lecz nagle zrozumiał że znalazł się w niebie. Nie wiedział do końca, w którą stronę zmierzać - w końcu znalazł się w świecie całkiem niezbadanym i obcym! Nie obawiał się jednak, że stanie mu się krzywda, wszak niebo to przecież kraina dobroci i miłosierdzia. Postanowił iść przed siebie.  Szedł po miękkiej, zielonej trawie. Jej źdźbła były dla nóg niczym aksamit, delikatnie skropiony w orzeźwiającej rosie. Niebo mieniło się w morskim błękicie. Zza horyzontu zaczęły pojawiać się budowle - piękne altany, eleganckie budowle w kształcie łuków. W pow...

,,Okruszki w kosmosie" Nieoficjalne

      Czysta, biała kartka. Niewiele widzę, lecz zamierzam ją zaplamić. Wzrok mi niepotrzebny.     Czy widzisz to pulsowanie księżyca? Ma on swoje fazy, składające się na pełen cykl. Czy miały one wpływ na to kim jestem? Lustra i ludzie mówili różne rzeczy. Lustra nie chciały uwierzyć w me odbicia, ludzie zaś w to, że jestem człowiekiem. Nie widzieli mnie we mnie, a jedynie odrażające stworzenie, coś niemoralnego i popsutego. A ja samemu także już nie wiedziałem, czy mają rację, czy nie.  My wszyscy, arsenał ludzki, widzimy trochę jak w ciemni. Wszak potrafimy pisać i tworzyć gdy wzroku nam brak, jednak co to za tworzenie? Mętne, w rozgardiaszu, a jednak niepełne. Coś było, czego nie widziałem, ale usilnie czułem. W mojej głowie kłębiły się pytania. Czy oprzeć się temu i sięgnąć po nieznane? Zbuntować się, powstać? Zachłysnąć imitacją wolności, o którą sam w sobie walczę? To było jak powstanie. Powstanie w wojnie toczącej się między dwoma parami oczu. Bitwa...

,,Astron nautes"

Astron nautes ,,Żeglarzem gwiazd się stać ten raz Przemierzać morza konstelacji, boży stan Nic nie słychać, tutaj nie ma burz i fal Tylko giętka czerń otchłani, smoły kra Żeglarzem gwiazd się stać ten raz Na barki dźwignąć bezkresu głaz W żegludze być jak morowy świt Adiutant co na rozkosznym rumaku ku skrzydłom gna Księżycowy poranek, tak, to co widzę co dnia Dar od niebios, cudny rozświetlacz kurtynowego tła I gdy rozjaśnione na tysiące mignięć, a każdy inny błysk Wtem załoga wie gdzie płynąć, gdzie ma doki skryć Przycumujcie maj żeglarze przy przystani księżycowej Sił wam nabrać trzeba przed Marsem i przed Wenus By pędzić jak koń galopem ku mgle andromedowej Świetli się dłoń od ognia, kurzy się los od pyłu Pewnego dnia i nocy, zstąpicie ze swej burty Krok położyć na nieznanym jeziorze wam się uda Barwnym i dostojnym, pierwotnie doskonałym Tak kochacie ten swój dom, choć nam chyli się nieznany" 18/04/22