To, co nieodkryte
,,Pytania były, są i będą. Człowiek będzie pytać, dopóki nie odgadnie całego kodu helisy przyczyn i skutków zdarzeń. A to oznacza, że prędzej dotknie go zdarzenie czasu i śmierć go pochłonie."
Gdy pisałam powyższe zdanie, podświadomie chciałam do słowa ,,czas" dodać epitet ,,wieczny". Jednak skąd ta pewność, że jest on zaiste wieczny? Takowej nie ma. Pytanie o wiek czasu to tylko jedna z wielu rozterek naukowców, których ludzkość jeszcze nie wyjaśniła. Odpowiedź na pytanie zostaje (a przynajmniej powinna zostać) uznana, gdy stoją za nią dowody. Problem, według mnie, polega na tym, co uznajemy za granicę między tezą udowodnioną, a tezą nieudowodnioną. Kiedy mamy dosyć argumentów, by twierdzenie zostało obronione?
Możemy zacząć od tez zero-jedynkowych, matematycznych. Coś jest albo czegoś nie ma. Dwa plus dwa równa się cztery. Choć oczywiście i z tym można się spierać, to jednak według ludzkiej logiki w matematyce nie ma filozofii. To sprawia, że jest piękna. Jej prostota. Produkty zawsze równają się wynikowi.
Cały świat to matematyka, tylko liczby zachodzących w nim reakcji odzwierciedlają tak niebotyczne sumy substratów, że odczytanie przez nas ich wszystkich jest, na obecną chwilę, niemożliwe. To równanie zbyt skomplikowane, abyśmy mogli je ujrzeć i zrozumieć. Ale zatrzymajmy się na moment. Czym w ogóle jest matematyka?
Cóż, to koncepcja stworzona przez ludzi, której podstawową miarą jest liczba. Liczbami można operować, zmieniać ich kształty, tj. przekształcać. Zapisaną przemianę początkowej sumy następnie uproszczamy jak się da. Najlepiej do kolejnej, pojedynczej liczby. Wszak 2+2=4. Ale równie dobrze moglibyśmy napisać 2+2=1+3. Oba równania są prawidłowe, jednak pierwsza wersja jest najbardziej ustatkowaną. Nasza matematyka dąży do stabilizacji. Ludzka matematyka dąży do uzyskania najprostszej, najwyraźniejszej postaci.
Ale to tylko ludzkie spojrzenie. Ludzie są istotami materialnymi, należą do świata, jednak nie do końca ten świat pojmują. Ja wiem o świecie tyle: dąży do równowagi i destabilizacji. To co oznacza?
Wyobraźmy sobie ,,ciężar" energii wszechświata rozłożony na dwóch szalach wagi. Czynników posiadających energię jest niesłyszanie wiele. Ale ta waga jest bardzo mocna: na jej wahanie mogą wpłynąć jedynie różnice w wartości obu półkul. Jednak nasza uniwersalna waga stoi w miejscu, od zawsze. Pomiędzy jej obiema stronami nieustannie panuje równowaga. Tak po prostu jest. Suma czynników zawsze będzie równała się wynikowi.
Lecz to wcale nie znaczy, że te dwa zbiory pozostają jednostajne. O nie, jest wręcz na odwrót. Tu mamy bowiem do czynienia z drugą zasadą o której wspomniałam, nazywaną według nauki Drugą Zasadą Termodynamiki. Traktuje ona o entropii: miarze chaosu w zamkniętym układzie, która to z czasem zawsze ulega wzrostowi. Innymi słowy, mówiąc teoretycznie cały świat dąży do coraz to większego pokomplikowania. Zmiany tego co już istnieje.
Biorąc przykład z tych dwóch danych reguł, dochodzę do swoistego wniosku. Ludzie, używają matematyki do upraszczania. Uniwersum, swój ciąg równań nie uśrednia, a komplikuje jeszcze bardziej. Wybiera coraz więcej składnych aby przekazać jego wartość. Wartość, która pozostanie symetryczna. Ale czy ta sama?
To kolejne pytanie, które mnie teraz zastanowiło. W mojej głowie dotychczas uważałam to za pewnik. ,,Energia wszechświata jest, niezależnie od czasoprzestrzeni, taka sama". Ale czy aby na pewno?
Może chodzi wyłącznie o proporcjonalność ciężaru i zachowanie równowagi. Wszak 1/2 prezentuje się na szali tak samo jak 5/10. Ale to nie te same liczby. Nie? A może tak, jedynie w innej skali? A więc być może wielkość wszechświata nie ma znaczenia, bo jest to wielkość skalarna, której fragmenty mają zawsze ten sam ciężar. Nieważne czy będzie się składać z dwóch czy miliona części.
Podsumowanie: matematyka danego fragmentu nie dąży do jego samodzielnej stabilizacji. Wraz z upływem czasu ulegnie ona przekształceniu, to jest: zapisaniu nowego równania jej sumy.
Komentarze
Prześlij komentarz