Paradoks psa i dziecka

 Paradoks psa i dziecka jest zapewne wam wszystkim szeroko znany, jednak nie pod nazwą jaką ja zdecydowałam się go udzielić. Bowiem dla większości ludzi pytanie to nie stanowi żadnego paradoksy i jest względnie oczywiste.

Gdybyś nie miał wyboru, to wolałbyś zabić psa czy dziecko?

Większość osób odpowiedź zajmuje pewną chwilę, po czym ze skruchą przyznają, że w sytuacji bez wyjścia prędzej zabiliby psa, choć zapewne nie mają ochoty ani na to ani na to. Cóż, da się to oczywiście racjonalnie wytłumaczyć z perspektywy ludzkiej. Jesteśmy jako gatunek bardziej przywiązani do własnego potomstwa aniżeli cudzego. Prawdopodobnie gdyby psy potrafiły odpowiadać na takie pytania, ich statystyczna odpowiedź byłaby proporcjonalnie odwrotna. To nic zaskakującego, czysta biologia i pięknie wgrany mechanizm przeżycia ewolucji.

Jednak ja się tym nie zadowalam. Choć do końca wątłego istnienia będę posługiwać się subiektywną perspektywą, to jak wszyscy naukowcy mam pragnienie dotarcia do obiektywnej prawdy. O ile lubuję się w dogmatach związanych z filozofią, od kiedy go usłyszałam, chciałam wyjaśnić i ten. Odpowiedź obiektywna nasuwa mi się sama. Może nie do końca na identyczne jak we wstępie pytanie, lecz jemu pokrewne: co jest mniej złe: zabicie dziecka lub psa?

Przede wszystkim musimy wyjaśnić czym w naszym kontekście jest zło. Mogłabym najprościej napisać, że złem dla danej jednostki jest to co działa wbrew jej interesom. Analogicznie na odwrót w przypadku dobra. W tym wypadku pytanie można zmodyfikować na kształt zagwozdki; co jest dla mnie mniej bolesne: zabicie dziecka czy psa?

Ale tu znowu powracamy na tory subiektywizmu, ocenę przez moralność i uczucia jednostki. Jak można obiektywnie ocenić wartość zjawiska na skali dobra i zła? Czy jest to w ogóle możliwe? Jeśli za punkt obserwatora wziąć obiekt nierozróżniający tych dwóch kwestii, jak można dokonać decyzji?

Być może poprzez produktywność naszych ofiar albo iloraz ich intelektu? Przez dostosowanie ewolucyjne do środowiska? W tych przypadkach na chłopski rozum wyniki dziecka i psa nie różniłyby się na tyle znacząco, by można by na podstawie tych cech zadecydować. Pojawia się możliwość predysponowanego rozwoju - ocena wartości przez wzgląd na możliwą wizję tego, co osiągnie i kim może się stać. Jednak jest to wybór w odniesieniu do przyszłości, a przyszłość, jak wiadomo, jest niepewna. Zarówno jedno jak i drugie zwierzę może w ciągu chwili zachorować bądź zostać ofiarą innego wypadku, w wyniku czego ponieść niespodziewaną śmierć.

Z tego wynika, że może w nasze obliczenia dotyczące obiektywnej moralności zabójstwa należy uwzględnić prawdopodobieństwo nieoczekiwanego zgonu. Jednak jeszcze dużo rzeczy może pójść nie tak w osiągnięciu górnych granic produktywności, inteligencji i tym podobnych. Czynniki środowiskowe, behawiorystyczne. Wychodzi na to, że w naszym pytaniu problematycznym jest branie pod uwagi wizji przeszłości.

Branie pod uwagę tak naprawdę jakichkolwiek innych kwestii jest kłopotliwe. Wyobrażamy sobie wiele rzeczy, ale każdy będzie miał w swojej głowie i tak inny obraz tych dwóch podmiotów. Jeden wyobrazi sobie okropne, grymaszące dziecko i poczciwego, wiernego psiego towarzysza, a inny grzecznego aniołka w porównaniu do dzikiego, agresywnego psa. I która z nich jest zatem prawidłowa? Kto ma rację? Jak zsumować te wszystkie niezliczone czynniki?

Racji nie ma nikt. Moralność to nie jest kwestia, jaką da się oceniać obiektywnie, bo moralność to dyscyplina istniejąca jedynie z perspektywy jednostki. Moralność opiera się na wartościach subiektywnych, wyimaginowanych: dobru i złu, nie na faktach zero jedynkowych jak matematyka. 

A zatem nic nie jest mniej złe: ani zabicie dziecka ani psa. Obiektywnie oba te zdarzenia będą tylko fizycznymi działaniami umotywowanymi pewnymi biologicznymi czynnikami. Dla Prawdy to będzie mieć znaczenie co zrobisz, ale na pewno cię nie pochwali ani nie potępi. 

Dlatego zawsze odpowiadam, że ja nie zabiłabym ani jednego ani drugiego. Stawiana pod ścianą niewyobrażalnie koniecznego wyboru, zdecydowałabym się na los. Przypadek. Nie chcę mieć na rękach krwi, oddaję ten obowiązek. Instynktownie nie mam ochoty na decydowanie o zakończeniu czyjegoś życia czy nie. Ale to też czysto ewolucyjny przejaw człowieczej moralności wewnątrz mnie: całkowicie bezpodstawny w gmachu obiektywności. 

To przecież tak oczywiste dlaczego ludzie boja się śmierci. Ale co by było gdyby się nie bali?

To już temat na następne rozważania. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nadzieja